: wyszukaj
: login : hasło
Szkolenia online
Wyszukaj szkolenie Zarejestruj firmę
Jesteś w: strona główna / felietony
felietony
Październik 2007
Przetargowe absurdy
[2007-10-18 13:52] O tym ile trzeba się namęczyć, aby zakupić w przetargu publicznym dokładnie taki sprzęt jaki jest potrzebny, a nie ten najtańszy, wiedzą najlepiej informatycy i administratorzy pracujący w państwowych instytucjach i urzędach. Ale o tym, żeby zostały odrzucone urządzenia o lepszych parametrach technicznych, niż te wyspecyfikowane w szczegółowych warunkach zamówienia, przyznam się, że słyszę pierwszy raz.


A jednak okazuje się, że tak też można! Jak podał Puls Biznesu, MSWiA odrzuciło niedawno niemal wszystkie oferty zgłoszone do przetargu na sprzęt komputerowy dla systemu PESEL2. Przyczyną, jak już wspomniałem na początku, było to, że oferenci zaproponowali znacznie lepszy sprzęt niż ten, który był wyspecyfikowany w warunkach zamówienia. Komputery „wyleciały z przetargu” ponieważ miały większą niż wymagano liczbę wejść USB, płyty główne obsługiwały nie cztery, ale osiem gigabajtów pamięci RAM, a zaproponowane klawiatury miały nie, jak wymagało zamówienie, 102, ale 104 klawisze.

Co ciekawe, wybrany w przetargu sprzęt jest o ok. 3 mln zł droższy niż ten, który został zaproponowany w najtańszej z odrzuconych ofert. Oferta ta przepadła ze względu na 104-klawiszową klawiaturę i płytę główną z sześcioma, zamiast dwoma jak chciało MSWiA, złączami USB.

Najlepiej całą sytuację oddają zacytowane przez Puls Biznesu słowa jednego z oferentów – pozwolę je sobie, za Pulsem Biznesu, je tutaj przytoczyć – „Ktoś na głowę upadł. Przecież proponuję lepszy sprzęt od wymaganego i za to jestem wyrzucany z publicznego przetargu, w którym zamawiający wyda 3 mln zł więcej publicznych pieniędzy”.

W przetargu o którym mowa, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zamówiło blisko 7,5 tys. komputerów wraz z urządzeniami peryferyjnymi takimi jak monitory, myszki klawiatury drukarki itp. Sprzęt ma trafić do urzędów gmin, urzędów stanu cywilnego i do samej siedziby resortu. Urządzenia mają być wykorzystane przy budowie systemu PESEL2, który MSWiA tworzy kosztem 200 mln zł, z czego na sprzęt przeznaczono aż 40 mln zł, a co ciekawe, propozycje oferentów zamykały się kwotą 15–20 mln zł. W sześcioetapowym przetargu brało udział 18 firm (w tym m.in. takie giełdowe spółki jak Sygnity, Asseco, Action, Comarch i NTT. Komisja przetargowa zostawiła spośród nich tylko dwie, które oferowały sprzęt Della, co oczywiście wzbudziło natychmiast spekulacje na temat „ustawienia” przetargu. Producenci startujący w przetargu uważają, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chce w ten sposób odwdzięczyć się Dellowi za wybudowanie niedawno pod Łodzią nowoczesnej fabryki komputerów. Zdaniem zawiedzionych firm wskazują na to absurdalne powody odrzucenia ich ofert.

Patrząc na całą sytuację z boku nie mogę oprzeć się wrażeniu, że uczestniczę w jakimś pokazie dziwnego orwellowskiego absurdu lub przedstawieniu, w którym akcję żywcem przeniesiono ze stron powieści Franza Kafki. Są tutaj dwa jako takie logiczne wyjaśnienia całej sprawy – albo ktoś rzeczywiście „upadł na głowę”, albo, jak twierdzą producenci, przetarg został ustawiony „pod Della” i to w dodatku bardzo, ale to bardzo nieudolnie. Innej możliwości niema. Jeśli zaś chcemy wierzyć, że w działaniach urzędników z Ministerstwa podczas rozstrzygania tego przetargu była choćby najmniejszy okruch jakiegokolwiek racjonalnego działania, to nie pozostaje nic innego jak tylko złapać się – tego co się stało podczas rozstrzygania tego przetargu nie sposób nazwać li tylko zwykłą pomyłką.

Z pewnością warto przyjrzeć się dalszemu ciągowi tej sprawy, a na pewno on nastąpi, gdyż odrzucone firmy już zapowiadają, ze będą składać odwołanie. Znów pozwolę sobie zacytować za Pulsem Biznesu wypowiedź przedstawiciela jednej z firm – „Może to ma być dowód wdzięczności za wybudowanie fabryki pod Łodzią. Ale my nie puścimy tego płazem”.

Cała ta sytuacja jest też jednym z kolejnych dowodów na to, że polskie prawo, które reguluje kwestie przetargów jest złe. O tym wiele firm i instytucji mówi już od bardzo dawna. Szkoda tylko, że nasi politycy wolą od lat zajmować się sobą niż wziąć się do roboty i zacząć naprawiać absurdy polskiego prawa gospodarczego.

Marcin Bieńkowski